17:28:11

Biuro Poselskie Kazimierza Smolińskiego

tel: 607 336 177

email: biuro@kazimierzsmolinski.pl 

Poniedziałek  9 -15

Wtorek  15 -18

Środa  9 -15

Czwartek  9 -12

Piątek  9 -16   

Biuro Komitetu Miejskiego Prawa i Sprawiedliwości: Pon., Śr., Pt. 13 -16

83-110 Tczew, ul. Gdańska 32  


 

Mesjanizm – zapomniana droga wielkich Polaków

Zastanawiałem się nad powodem, dla którego mesjanizm, jako kierunek myślenia politycznego i filozoficznego, jest tak w Polsce zapomniany, a gdy jest podnoszony – jest bezlitośnie wyszydzany i sprowadzany do krzywdzących uproszczeń.  Odpowiedz jest niestety prosta – mesjanizm jest specyfi...

W uścisku „realistów”

Wiele lat, a nawet dziesięcioleci musi upłynąć, „nim się przedmiot świeży, jak figa ucukruje, jak tytuń uleży” - pisał Adam Mickiewicz, wkładając tę opinię w usta Kajetana Koźmiana, poety pseudoklasycznego, co to „opiewał tysiąc wierszy o sadzeniu grochu”. W przypadku tak zw...

AKTYWNIEJ W TERENIE

Fot. Agencja KFP/Mateusz Ochocki Piątek,  09 marca 2018  15:33 Już nie wiceminister, za to kandydat na prezydenta Gdańska? Kazimierz Smoliński: "Czekam na rozstrzygnięcie" - Będę chciał wykorzystać doświadczenie ministerialne i wspierać pomorskie inwestycje - zapewnia Kazimierz Sm...

Komunikat pana posła Kazimierza Smolińskiego

Szanowni Państwo Informuję, że Pan Premier Mateusz Morawiecki przyjął moją dymisję z funkcji sekretarza stanu w Ministerstwie Infrastruktury. Decyzja ta to efekt rekonstrukcji rządu i zapowiedzianej wcześniej redukcji liczby wiceministrów. Pragnę w związku z tym serdecznie podziękować...

Co pani wie o historii Żydów w Polsce

Ważne świadectwo. Lech Kaczyński do byłej izraelskiej minister edukacji: "Przebaczyliście Niemcom, ponieważ mieli pieniądze, aby Wam zapłacić" Ś.P. prezydent Lech Kaczyński dbał o dobre i oparte na prawdzie relacje między Polską a Izraelem. Jeszcze jako prezydent Warszawy podjął ...

Move
Widok 0 | 5 | 10 | 15 Artykułów

Strona Główna

Kategorie
Ostatnio dodane

Mesjanizm – zapomniana droga wielkich Polaków

Zastanawiałem się nad powodem, dla którego mesjanizm, jako kierunek myślenia politycznego i filozoficznego, jest tak w Polsce zapomniany, a gdy jest podnoszony – jest bezlitośnie wyszydzany i sprowadzany...

W uścisku „realistów”

Wiele lat, a nawet dziesięcioleci musi upłynąć, „nim się przedmiot świeży, jak figa ucukruje, jak tytuń uleży” - pisał Adam Mickiewicz, wkładając tę opinię w usta Kajetana Koźmiana,...

AKTYWNIEJ W TERENIE

Fot. Agencja KFP/Mateusz Ochocki Piątek,  09 marca 2018  15:33 Już nie wiceminister, za to kandydat na prezydenta Gdańska? Kazimierz Smoliński: "Czekam na rozstrzygnięcie" - Będę chciał...

Komunikat pana posła Kazimierza Smolińskiego

Szanowni Państwo Informuję, że Pan Premier Mateusz Morawiecki przyjął moją dymisję z funkcji sekretarza stanu w Ministerstwie Infrastruktury. Decyzja ta to efekt rekonstrukcji rządu i zapowiedzianej...

Co pani wie o historii Żydów w Polsce

Ważne świadectwo. Lech Kaczyński do byłej izraelskiej minister edukacji: "Przebaczyliście Niemcom, ponieważ mieli pieniądze, aby Wam zapłacić" Ś.P. prezydent Lech Kaczyński dbał o dobre i oparte...

Senat przyjął nowelizację ustawy o IPN bez poprawek!

Kazimierz Smoliński Tczewianinem Roku 2017

Patryk Demski w Radio Gdańsk - ROZMOWA KONTROLOWANA

Jarosław Kaczyński do członków PiS:

Minister Smoliński spotkał się z mieszkańcami Malborka. "Ciśnienia na obwodnicę nie ma, natomiast nikt jej nie wykreśla"

PiS najpopularniejszą partią w województwie pomorskim

„Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną!”

"Ufajcie, że idziemy drogą w tym samym kierunku, że ten kierunek nie ulegnie najmniejszej zmianie, że dojdziemy do celu, że będziemy mieli nową, prawdziwie nową, prawdziwie niepodległą, prawdziwie godną, prawdziwie silną Polskę"

"10 milionów na święta Bożego Narodzenia dla Pelplina"

Abp Głódź: polskich spraw nie rozstrzygnie ani ulica, ani zagranica

Mesjanizm – zapomniana droga wielkich Polaków PDF Drukuj Email
wtorek, 17 kwietnia 2018 09:00

Zastanawiałem się nad powodem, dla którego mesjanizm, jako kierunek myślenia politycznego i filozoficznego, jest tak w Polsce zapomniany, a gdy jest podnoszony – jest bezlitośnie wyszydzany i sprowadzany do krzywdzących uproszczeń. 

Odpowiedz jest niestety prosta – mesjanizm jest specyficznie polskim wynalazkiem i właściwie jest polskim wkładem do światowej myśli społecznej i historii rozmaitych doktryn. A nasza epoka – jak dotąd – zapisała się wyszydzaniem i zohydzaniem wszystkiego co specyficznie nasze, polskie!

 

 Ktoś zaraz mi zarzuci, ze przecież mesjanizm odgrywa bardzo duża rolę w myśleniu wielu żydowskich grup wyznaniowych. Fakt, ale ten żydowski mesjanizm zawsze jest albo apokaliptyczny, czyli zawiera w sobie przeświadczenie o zbliżającym się końcu i konieczności stosowania wielu przemian, aby ten koniec nas nie zaskoczył, albo też jest millenarystyczny, czyli skupiony na magii liczb i naznaczaniu okresów, w których nastąpi wielka przemiana, którą należy przygotować.

Polski mesjanizm, szczególnie ten epoki romantyzmu, związany z nazwiskami naszych wielkich wieszczów, szczególnie z publicystycznym dorobkiem Adama Mickiewicza i Zygmunta Krasińskiego, to dziś rzeczy niesłusznie zapomniane i w powszechnym nauczaniu znacznie zafałszowane.

Konserwatyzm, liberalizm, socjalizm, komunizm, to terminy i rzeczywistości dokładnie opisane, każda z tych formacji ma swoich myślicieli i swoja praktykę polityczną. Próżno jednak szukać tam polskich nazwisk, ba próżno nawet wypatrywać przykładów, które dałyby się w Polsce in extenso zastosować.

Dlaczego zatem, oprócz tego że to czysto polski dorobek myślowy, warto dziś poświęcić mesjanizmowi większą uwagę?

Jeżeli zgodzicie się z napisaną poniżej konstatacją, to przekonam Was, że mesjanizm może być niesłychanie płodnym kierunkiem refleksji, a wnioski jakie z nich będą wypływać dadzą się praktycznie aplikować w rzeczywistość Polski XXI wieku. Tak więc:

Polska znalazła się dziś w ważnym momencie, jest to jednocześnie moment piękny, on bowiem oświetli prawdziwe postawy i sprawdzi wiele deklaracji. Piękno wypłynie samo….

Najpiękniejsze są momenty próby i taki właśnie moment – nad polską wspólnotę – nadchodzi Spójrzcie na Stary Kontynent, czy znajdziecie dziś na nim kraj równie przywarty do katolicyzmu, równie związany z Matką Boską?

Ten fakt, wyjątkowości i niejakiego – coraz bardziej widocznego – osamotnienia naszego kraju w Europie karze nam zadawać sobie pytanie: czy idziemy właściwą drogą? I ważniejsze: czy zachowamy tożsamość i niepodległość gdy dopuścimy do sekularyzacji i programowej świeckości naszego kraju?

Przyjmijmy kilka dalszych twierdzeń.  Polskość to dziś wspólnota etyczna, ta wspólnota jest otwarta dla każdego, kto podziela polski ethos. Polskość – w rozumieniu polskich mesjanistów, z którymi w tym miejscu się zgadzam -  to także otwarcie sfery politycznej na wymiar etyczno – religijny. To banalne w swoim brzmieniu przekonanie, że wobec zła, nie można pozostać bezczynnym. Nie dajmy się zagonić do kruchty,o przyjmy się na katolicyzmie, także w dziedzinach działań społecznych i gospodarczych.

Świadomie budujmy wspólnotę opartą na porządku kochania, męstwie i tym co Józef Mackiewicz nazwał obowiązkiem walki pomimo….nasza walka ma dać ostrzeżenie, być początkiem wielkiego ruchu. Gdyby Polacy w 1939 roku nie walczyli z Niemcami i Sowietami, dziś wrzesień 1939 roku nie byłby uznawany za początek walki wolnego świata z totalitaryzmami.

Stare, amerykańskie przysłowie brzmi: „Samotny rybak swoim krzykiem nie jest w stanie zatrzymać nadciagającej fali, jednak jego krzyk może ostrzec dzieci sąsiada…”

Sens temu co robimy nadaje etyka powinności, a nie przeświadczenie o wyjątkowości i „narodzie wybranym”. W tym kontekście łatwiej jest zrozumieć ważne , mesjańskie funkcje: Królewską – dążenie do panowania nad światem i sobą. Prorocką – świadczenie o prawdzie i Kapłańską – gotowość do złożenia siebie w ofierze. Działamy w poczuciu obowiązku a nie wyróżnienia i to znacząco wpływa  na nasze istnienie w poczuciu sensu.

Jesteśmy przeświadczeni o tym, że życie to nie ciąg przypadkowych zdarzeń, ale logiczna droga. Można ponosić klęski, ale nigdy nie można uznać się za pokonanego.

Mesjanizm współcześnie może być rozumiany tak jak w epoce romantyzmu: jako sprzęgnięcie praktycznych działań z ich Chrystusowym sensem. Tu właśnie nie ma ani myśli apokaliptycznych , ani millenarystycznych. Nie oczekujemy wielkiego finału, My Polacy widzimy sens w zmaganiu i w drodze. Dziś w Europie jesteśmy wyjątkowym narodem. Wytrwaliśmy w przymierzu z naszym światem, naszym sensem, nasza religią. To może być znak…choć w tym miejscu byłbym niesłychanie ostrożny. W Toruniu pozwoliłem sobie jednak na dość zuchwałe odczytanie znaków epoki. Skoro jesteśmy dziś jedynym narodem tak konsekwentnie katolickim, to może nie jest to przypadek, może Stwórca właśnie nam coś powierzył, jakiś wielce znaczący obowiązek? 

Jezus nie wybrał uczonych, tylko prostych rybaków.

Dziś Pan nie wybiera najbardziej pysznych narodów. Wybrał Polaków. Postawił nas w momencie próby, nie z powodu wyróżnienia, ale obowiązku. Jesteśmy w postawie Piotrowej, gdy wydarzenia pytają nas o Prawdę.

No dobrze, opisuje to wszystko jakbym opisywał przygotowanie do walki. I tak jest w istocie, bowiem dziś nadchodzą zagrożenia z kilku stron i będziemy musieli stawić im czoła

Uderza w nas neomarksizm i marksizm kulturowy tworzący tzw „postrzeczywistość”, która zakłada, że nic nie jest stałą i jedyną prawdą. Jej przeciwstawić możemy jedynie ćwiczenia duchowe – a więc prawdziwy post. Rozpanoszonej cywilizacji konsumpcji musimy przeciwstawić powrót do powściągliwości, samokontroli.  Nie ma innego antidotum na konsumeryzm jak tylko świadome wyrzeczenie, rodzaj postu.  Cywilizacja nie szanująca życia nie szanuje także prawdy i nie poszukuje uniwersalnych wartości, wszystkie traktowane są w niej utylitarnie i komercyjnie. Za konsumeryzmem, jak za dżumą, która pustoszy, nadciągają dopiero : sępy dzisiejszego świata: Egoizm, samotność i finalne zwątpienie Acedia ( wg. Ewargiusza z Pontu): cywilizacja śmierci.

Cywilizacja śmierci eksploatuje człowieka, drąży go od środka i pozostawia na pastwę wyjałowienia i braku woli.

Innym zagrożeniem jest wroga nam doktryna politycznego islamu . Koncepcja ta traktuje człowieka jako niewolnika Allaha i zwodniczo splata religię, państwo i prawo w jedno. To w istocie Golem Religii i Państwa w jednym – Golem owocujący strachem, cierpieniem i wojną.

Na tym jednak nie koniec, wrogie nam są i ekspansywne wobec nas także wschodnie satrapie, w których panuje zaprzeczenie personalizmu i zwodnicza mistyka.

O metodach walki pisałem już trochę opisując nadciągające zagrożenia. Ważna jest jednak platforma etyczna, na której oprzemy naszą determinację i przekonanie o słuszności walki. To wszystko znajdziecie w pismach naszych największych mesjanistów.

Nie przejmujcie się tym, ze zarzucą nam brak pokory i dążenia do pokoju. Pamiętajmy jedynie o tym, że przemoc bywa zwyrodnieniem walki, a pacyfizm jest zwyrodnieniem odczuwania pokoju przez wolnego i czystego człowieka.

Pamiętajmy, ze nie możemy dać się rozbroić duchowo. Ludzie pozbawieni siły duchowej prędzej czy później stają się niewolnikami. Codziennie przecież powstają nowe formy zniewalania ludzi rozbrojonych duchowo. Ocalając duchowość ocalimy jednocześnie czystą świadomość tego co naprawdę się dzieje.

To ledwie szkic oparty na intuicjach. Intensywnie jednak nad tym myślę, tak jak nad włączeniem do tego systemu kategorii „Świętego gniewu”, mężnej obrony – także fizycznej – która niesie ze sobą pomnożenie dobra .

Dziś, jak nigdy dotąd, potrzeba nam mistrzów duchowych, którzy będą oddziaływać na polskie masy.

Ci, którzy uznali, że przedstawiony państwu tekst jest li tylko bredzeniem egzaltowanego autora, który ucieka w mistycyzmy proszę o podanie alternatywnej interpretacji rzeczywistości i metod radzenia sobie z nią.

Witold Gadowski

 

 
W uścisku „realistów” PDF Drukuj Email
wtorek, 17 kwietnia 2018 08:50

Wiele lat, a nawet dziesięcioleci musi upłynąć, „nim się przedmiot świeży, jak figa ucukruje, jak tytuń uleży” - pisał Adam Mickiewicz, wkładając tę opinię w usta Kajetana Koźmiana, poety pseudoklasycznego, co to „opiewał tysiąc wierszy o sadzeniu grochu”. W przypadku tak zwanych „żołnierzy wyklętych”, których na dobrą sprawę należałoby raczej nazywać niezłomnymi, dziesięciolecia chyba nie wystarczą. Z jednej strony „niech na zawsze w piosence zostanie chwała Polski, partyzancka brać” - jak śpiewaliśmy na obozach harcerskich w Zwierzyńcu na Roztoczu w latach 1957 i 1958, kiedy po październiku 1956 roku na krótko dopuszczono do harcerstwa „starych” instruktorów, niekiedy nawet AK-owców, których miejsce zajęli wkrótce potem partyjni karierowicze – ale z drugiej „reakcyjne podziemie” wzbudzało nienawiść przedstawicieli polskojęzycznej wspólnoty rozbójniczej, która – korzystając z dobrego fartu pod sowiecką okupacją – rozwnuczyła się w kolejnych pokoleniach. Reakcja potomstwa hitlerowskich i sowieckich kolaborantów na przywracanie w Polsce pamięci o żołnierzach niezłomnych pokazuje, że polskojęzycznej wspólnocie rozbójniczej najwyraźniej nie wystarczyło fizyczne ich wytępienie, ale pragnęliby również zatrzeć o nich wszelką pamięć tak, żeby nie pozostał nawet ślad po zatarciu. Jest to skądinąd zrozumiałe, bo odradzanie pamięci o żołnierzach niezłomnych jest dla tego potomstwa nieustannym wyrzutem sumienia nie tylko z powodu łajdactw popełnionych przez przodków, ale również, a może nawet przede wszystkim dlatego, że żołnierze ci podnieśli poprzeczkę godności i honoru tak wysoko, że współcześni folkdsojcze, ani kunktatorzy, co to chętnie przywdziewają kostium „realistów”, nie są w stanie jej dosięgnąć nawet gdy podskakują, więc chociaż hurtowo wystawiają sobie nawzajem certyfikaty przyzwoitości, to w głębi serca wiedzą przecież, że wszystkie one są gówno warte – i to napełnia ich nieustannym bólem rozdrapywanych na nowo ran, zdawałoby się – już dawno i na dobre zarośniętych błoną podłości. Tu dziesięciolecia nie wystarczą i dopóki kolejne generacje odradzającej się nieustannie polskojęzycznej wspólnoty rozbójniczej nie odetną się raz na zawsze od swojej kolaboranckiej przeszłości, to nie zaprzestaną też prowadzenia wojny przeciwko historycznemu narodowi polskiemu, który musi dzielić z nimi terytorium państwowe. Tej nienawiści doświadczyli najdotkliwiej przede wszystkim żołnierze niezłomni i pragnęli uwolnić się od niej, nawet za cenę schronienia się w śmierci. O czym marzyli? Odpowiada na to pytanie wspomniana piosenka: „Święty Pieter ci bramę otworzy. Spyta: skąd? - Z partyzantki jam jest! Wejdziesz w ogród spokoju i zorzy, boś jest Polak i walczyłeś też.” W ogród spokoju i zorzy... Udręczeni już tylko o tym marzyli, już tylko tego chcieli.

Militarna i polityczna klęska żołnierzy niezłomnych stanowi pożywkę dla tak zwanych „realistów”, u których albo niedostateczny temperament, albo brak odwagi, albo i jedno i drugie, wzbudza niechęć do wszelkich form przeciwstawiania się przemocy. Oczywiście ani do braku odwagi, ani niedostatku temperamentu przyznawać się nie wypada, ale od czegóż „realizm”? Toteż w imię „realizmu” postawa żołnierzy niezłomnych i przez nich jest, jeśli nawet nie bezwzględnie i pryncypialnie potępiana, to w najlepszym razie – lekceważona, jako efekt uwiedzenia fałszywą ideologią insurekcyjną, według której siły należy mierzyć na zamiary, co już od początku nosi w sobie zarodek klęski. Na pierwszy rzut oka tej krytyce ze strony „realistów” niepodobna niczego zarzucić. Rzeczywiście ideologia insurekcyjna z jej zasadą mierzenia sił na zamiary, nosi w sobie zarodek klęski. Ale kiedy rozbierzemy sobie te sprawy z uwagą, to nie da się ukryć, że krytyka żołnierzy niezłomnych główne swoje ostrze wymierza w poświęcenie. Tymczasem postawa realistyczna jest możliwa, a zwłaszcza owocna tylko wtedy, gdy nie wszyscy są realistami, gdy niektórzy, a nawet nie tyle „niektórzy” co raczej większość, wykazuje gotowość do poświęcenia na rzecz wymarzonego celu. I ocena, czy cel ów leży w granicach realizmu, musi ten czynni uwzględniać, na równi z innymi, na przykład – liczebnością armii, czy jej uzbrojeniem. W języku wojskowym nazywa się to „morale” i to właśnie ono często przesądza o wyniku konfliktu. „Zwycięży kto najmocniej chce” - głosiła piosenka popularna w czasach pierwszej komuny. I jeśli chodzi o poświęcenie, to żołnierze niezłomni dostarczają miary nie tylko cywilom, ale przede wszystkim – naszej niezwyciężonej armii, w której – jak podejrzewam – od „realistów” aż się roi.

Mieszanie herbaty bez cukru

Zainteresowanie społeczeństwa sytuacją naszej niezwyciężonej armii jest stosunkowo niewielkie, co można tłumaczyć zarówno okolicznością, że Polska została przez rządy SLD-PSL oraz Unii Wolności w znacznym stopniu rozbrojona. O jej kondycji świadczyły statystyki, według których w pewnym momencie liczyła ona 22 tys. oficerów, 45 tys. podoficerów, 12 tys. szeregowców zawodowych i 12 tys. szeregowców nadterminowych. Na jednego oficera przypadało 2 podoficerów, którzy dowodzili do spółki jednym szeregowcem. Podobnie wyglądała armia polska w czasach saskich, no ale wtedy używana była głównie do asystowania przy pogrzebach i tym podobnych uroczystościach. Drugą okolicznością jest skłonność Umiłowanych Przywódców do prężenia cudzych muskułów, to znaczy – muskułów sojuszniczych. Nikt nam nie zrobi nic, bo z nami jest – już nie marszałek Śmigły-Rydz, tylko armia Stanów Zjednoczonych, która do spółki z Bundeswehrą będzie broniła polskich interesów państwowych do ostatniej kropli krwi. W tej sytuacji dalekosiężna myśl wojskowa naszej niezwyciężonej armii kierowała się ku rozmnażaniu dowództw, w których można byłby sporządzić sobie wygodne nisze ekologiczne, gdzie można by spokojnie dotrwać aż do emerytury. Toteż nic dziwnego, że cywile nie zwracali specjalnej uwagi na armię składającą się też z cywilów, którzy tylko z racji swego emploi poprzebierali się w mundury. Przekonanie, że nasza niezwyciężona armia nikogo nie jest w stanie przed niczym obronić, było dodatkowo umacniane przez nie tyle nawet wprowadzenie batalionów obrony terytorialnej, co opowieści, że to właśnie one, w sytuacji gdy główne siły nasze niezwyciężonej zostaną już rozgromione, stawią napastnikowi bohaterski opór, na widok którego on się „zadziwi i zlęknie”, dzięki czemu ostateczne zwycięstwo będzie należało do nas. Nawet osobom bez specjalnego przygotowania wojskowego wydawało się to dziwne w sytuacji, gdy klasycy nauk wojskowych twierdzili, że jednym z podstawowych celów jest jak najszybsze przeniesienie wojny na terytorium nieprzyjaciela, a nie ściąganie jej na terytorium własne. Tymczasem zawirowania i spory, jakie wybuchały wokół naszej niezwyciężonej armii przechodziły nad tymi wątpliwościami do porządku, koncentrując się na „strukturze dowodzenia”, co przypominało mieszanie herbaty w szklance, do której zapomniano dosypać cukru.

Kosztowne zaniedbania i zaniechania

Tymczasem nawet w sytuacji posiadania potężnych sojuszników, trzeba zadbać o muskuły własne, bo czym kończy się prężenie cudzych muskułów, to przekonaliśmy się we wrześniu 1939 roku. Oczywiście możliwości te zależą od stanu gospodarki państwa, bo – jak to już dawno zauważył pogromca Napoleona, książę Wellington - „armia maszeruje na brzuchu”. Ale bywają niekiedy okazje pozwalające pójść na skróty i właśnie po praz pierwszy mieliśmy z nią do czynienia, gdy prezydent Kwaśniewski i premier Miller wprowadzili polski kontyngent wojskowy do Iraku. Było to spełnienie prośby administracji prezydenta Busha, którego można było wtedy poprosić o przynajmniej dwie przysługi wzajemne: obietnicę, że USA nie będą wywierały na Polskę nacisków w sprawie żydowskich roszczeń majątkowych oraz o amerykańska zgodę na militarną konwersję polskiego długu zagranicznego. Tak się bowiem złożyło, że w tym czasie zagranicznymi wierzycielami Polski były już wyłącznie państwa członkowskie NATO. Z tego tytułu Polska miała argument w rozmowie z Amerykanami i innymi rządami, że militarna konwersja, polegająca na tym, że pieniądze, które Polska miałaby oddać wierzycielom z tytułu spłaty długu, za ich zgodą przeznaczyłaby na modernizację własnej armii, będącej przecież składnikiem sił zbrojnych NATO i w dodatku rozlokowanej za wschodnim krańcu obszaru obrony NATO. Zatem taka militarna konwersja dokonałaby się w interesie wszystkich uczestników Paktu, a nie tylko Polski. Niestety ani jedna, ani druga propozycja nie została prezydentowi Bushowi złożona, bo Aleksander Kwaśniewski myślał, że w takiej sytuacji prezydent Bush z wdzięczności zrobi go I sekretarzem ONZ, a w ostateczności – I sekretarzem NATO. Nic z tego nie wyszło i Polska też nic z tego nie miała, bo tylko agenci amerykańscy dostali swoja dolę za pośrednictwem firmy Nur Corporation, która te „honoraria” rozprowadzała.

Druga okazja – tez zresztą zaprzepaszczona – pojawiła się, gdy prezydent Obama zresetował swój poprzedni reset stosunkach z Rosją, w następstwie czego USA powróciły do aktywnej polityki w Europie Środkowo-Wschodniej, zapalając zielone światło dla przewrotu politycznego na Ukrainie. Kiedy w czerwcu 2014 roku prezydent Obama pojawił się w Warszawie, by powinszować nam, że ponownie podjęliśmy się niebezpiecznej roli amerykańskiego dywersanta na Europę Wschodnią, dwukrotnie na antenie Radia Maryja mówiłem, by tym razem już nie powtarzać błędu prezydenta Kaczyńskiego, który wcześniej podjął się tej roli za darmo, tylko żeby przedstawić prezydentowi Obamie dwie prośby: po pierwsze – by USA oficjalnie obiecały Polsce, że nie będą wywierały na nią nacisków w sprawie roszczeń żydowskich – a obecny rozwój wypadków pokazuje, jak ważna była to sprawa – oraz drugą – że Polska, podejmując się niebezpiecznej roli amerykańskiego dywersanta, siłą rzeczy stała się państwem frontowym. W związku z czym chcielibyśmy, by USA traktowały Polskę tak samo, jak inne państwo frontowe, czyli Izrael. To znaczy – 4 miliardy dolarów rocznie kroplówki finansowej na modernizacje i dozbrojenie armii oraz udogodnienia wojskowe, podobne do tych, z jakich korzysta Izrael. I znowu nikt nie ośmielił się złożyć prezydentowi Obamie tych propozycji, łącznie z Księciem-Małżonkiem Radosławem Sikorskim, inaczej nazywanym „Paziem”, który w podsłuchanej rozmowie wypłakiwał się, że musi Obamie „robić laskę” za darmo. Ale Rzeczpospolita nie płaciła Księciu-Małżonkowi za „robienie laski”, tylko za pilnowanie polskich interesów, do czego „Paź” najwyraźniej był albo za głupi, albo zbyt nieśmiały. „Laskę” by jeszcze zrobił, ale już nic więcej.

Po pierwsze – nie zachęcać

Nie jestem fachowcem wojskowym – a to oni powinni odpowiedzieć przywódcom państwa, jaka armia jest potrzebna do osiągnięcia celów, wynikających z polityki państwa. To o owo jednak i ja mogę powiedzieć, odwołując się do takich tęgich teoretyków wojny, jak Karol von Clausewitz. Zauważył on między innymi, że sprawcą wojny nie jest napastnik, tylko napadnięty, bo swoja słabością najwyraźniej musiał zachęcić napastnika. Podobnie myślały wilki z bajki napisanej przez biskupa Ignacego Krasickiego, jak to w lesie przydybały jagnię. Już zabierały się, by je rozszarpać i zjeść, gdy tymczasem jagnię postawiło sprawę na nieubłaganym gruncie praworządności – że jakże mogą je rozszarpywać i pożerać bez dania racji? Wilki się zreflektowały; rzeczywiście, tak nie można – i przedstawiły jagnięciu trzy powody, dla których zaraz rozszarpią je i pożrą: „smacznyś, słaby i w lesie” - „Zjedli niezabawem” - konkluduje pozbawiony złudzeń ksiądz biskup. Wypływa z tego wniosek, by nie dopuszczać do takiej słabości państwa, która zachęcałaby jakiegoś potencjalnego napastnika. A wydaje się, że pochłonięci sporami o „strukturę dowodzenia” naszą niezwyciężoną armią Umiłowani Przywódcy, a zwłaszcza – pan prezydent Duda, dopuścili do sytuacji, w której ukraiński generał odgraża się, że jeśli Polska będzie pomstowała na banderyzm, to półtoramilionowa ukraińska diaspora w Polsce „chwyci za kije”. Ciekawe, czy gdyby pan prezydent Duda zawiózł do Kijowa jeszcze jeden miliard euro haraczu, Ukraińcy w Polsce też „chwyciliby za kije”, czy jednak trochę by z tym poczekali?

Drugą sprawą jest eliminacja ze struktur państwa agentury – no a z tym Polska ma problem już od 1944 roku. Ciekawe, że ta sytuacja pogorszyła się jeszcze bardziej w związku z tzw. transformacją ustrojową, kiedy to bezpieczniacy, gwoli wyrobienia sobie jakiejś polisy ubezpieczeniowej na wypadek ewakuacji Sowietów ze Środkowej Europy, na własną rękę zaczęli przechodzić na służbę do przyszłych sojuszników Polski, wskutek czego nasz nieszczęśliwy kraj jest jakby sparaliżowany i niezdolny do realizowania swoich interesów w stosunkach sojuszniczych. Ten paraliż dochodzi do tego, że Polska sprawia wrażenie bezbronnej nawet wobec pana Kramka, który otwartym tekstem nawoływał do obezwładnienia rządu. Tych buńczucznych deklaracji musieli wysłuchiwać nie tylko ludzie odpowiedzialni za bezpieczeństwo Polski w niezwyciężonej armii, ale i bandy darmozjadów, dekujące się po tak zwanych „służbach”. W tej sytuacji pan Kramek i tak jest uprzejmy, że jeszcze nie przechodzi od słów do czynów – ale jak długo możemy liczyć na jego dobrą wolę?

Stanisław Michalkiewicz    Portal Informacyjny „Magna Polonia” (www.magnapolonia.org)    16 kwietnia 2018

 
AKTYWNIEJ W TERENIE PDF Drukuj Email
sobota, 10 marca 2018 07:55
Już nie wiceminister, za to kandydat na prezydenta Gdańska? Kazimierz Smoliński: Fot. Agencja KFP/Mateusz Ochocki
  • Piątek,

     

    09 marca 2018

     

    15:33

Już nie wiceminister, za to kandydat na prezydenta Gdańska? Kazimierz Smoliński: "Czekam na rozstrzygnięcie"


- Będę chciał wykorzystać doświadczenie ministerialne i wspierać pomorskie inwestycje - zapewnia Kazimierz Smoliński z Prawa i Sprawiedliwości. W czwartek dowiedzieliśmy się, że premier Mateusz Morawiecki przyjął jego dymisję z funkcji wiceministra infrastruktury i budownictwa.


W rozmowie z reporterem Radia Gdańsk Kazimierz Smoliński odejście tłumaczył między innymi reorganizacją rządu. - Pan premier przyjął rezygnację moją i dwóch innych ministrów. Głównie jest związana ona ze zmianą rządu i struktury funkcjonowania ministerstwa. Dział budownictwo został przeniesiony do innego resortu, ale także podzielony między ministerstwo rozwoju oraz kancelarię pana premiera. W związku z tym, że pan premier zapowiedział znaczne oszczędności i dalszą reorganizację polegającą na zmniejszaniu liczby wiceministrów, to nie było możliwości przeniesienia mnie do ministerstwa rozwoju. Taka jest służba. Tak jak pan premier powiedział, ministrowie i wiceministrowie są w służbie, ona zawsze się zaczyna i się kończy - mówi poseł Prawa i Sprawiedliwości.

 


PREZYDENT ZAMIAST WICEMINISTRA

Odejście Kazimierza Smolińskiego z ministerstwa przez niektórych jest postrzegane jako zapowiedź jego kandydatury na prezydenta Gdańska. - Nie mnie to oceniać. To decyzje polityczne podejmowane na najwyższym szczeblu. Gdańsk jest bardzo ważnym ośrodkiem nie tylko gospodarczym, ale także z politycznego punktu widzenia, szczególnie dla mojej formacji politycznej, więc czekam na to rozstrzygnięcie. Dla mnie jednak przede wszystkim jest ważna praca w parlamencie i jako posła w terenie - zaznaczał. 


AKTYWNIEJ W TERENIE

 

Polityk w rozmowie z naszym reporterem przyznawał, że "było trochę narzekań na zbyt mało aktywną pracę w terenie". - Siłą rzeczy praca w ministerstwie ograniczała moją aktywność poselską. To jest prawda, rzadko byłem w biurach poselskich, a jeśli już, to tylko w weekendy. A w weekendy obywatele z reguły chcą odpoczywać, a nie spotykać się z posłem. Pod tym względem na pewno będzie lepiej, będę miał więcej czasu na pracę w terenie. Szczególnie w okresie przed wyborami samorządowymi, które są ważne dla wszystkich, a dla mojej formacji politycznej szczególnie - mówił. 

INTERESY POMORZA

Po dymisji pojawiły się głosy, że to zła wiadomość dla Pomorza, bo traci przedstawiciela, który może w ministerstwie dbać o o interesy regionu. - Trochę jest w tym racji, ale nie przesadzałbym. Moje zaangażowanie w działalność ministerstwa nie pozwalało mi realizować wielu spraw, które mógłbym realizować jako poseł. Po prostu nie było czasu. Jako poseł będę chciał wykorzystać doświadczenie ministerialne, żeby sprawy ważne dla Pomorza pilotować czy też wspierać. Często jest tak, że to wsparcie jest potrzebne - zapewniał Smoliński. 

- Środków w budżecie jest określona ilość, one nie wystarczą dla wszystkich. Kto lepiej uzasadni wniosek, czasem kto jest pierwszy - to decyduje, czy coś jest, czy tego nie ma. Jestem przekonany, że będę mógł dalej wspierać wiele naszych inwestycji, które już się rozpoczęły albo mają być realizowane na Pomorzu - dodawał.

Nazwisko Kazimierza Smolińskiego zaczęło pojawiać się w kontekście ewentualnego objęcia funkcji przewodniczącego Komisji Infrastruktury. - Nie. Nie przewiduję i w ogóle nie ubiegam się o to. Przewodniczący Komisji pan poseł Bogdan Rzońca jest bardzo dobrym przewodniczącym i na pewno będzie dalej sprawował tę funkcję - zakończył Kazimierz Smoliński. 

 

Wojciech Stobba

 
Komunikat pana posła Kazimierza Smolińskiego PDF Drukuj Email
czwartek, 08 marca 2018 11:26

Szanowni Państwo
Informuję, że Pan Premier Mateusz Morawiecki przyjął moją dymisję z funkcji sekretarza stanu w Ministerstwie Infrastruktury. Decyzja ta to efekt rekonstrukcji rządu i zapowiedzianej wcześniej redukcji liczby wiceministrów. Pragnę w związku z tym serdecznie podziękować wszystkim za współpracę w okresie pełnienia przeze mnie służby na stanowisku wiceministra. Jestem przekonany, że Rząd RP będzie nadal skutecznie realizował program PiS służący Polakom i Polsce. 
Nadal jestem posłem na Sejm RP, więc w najbliższym czasie będę się skupiał na pracy poselskiej i na konsolidacji struktur Prawa i Sprawiedliwości w kontekście najbliższych wyborów samorządowych. 
 
Kazimierz Smoliński - Poseł na Sejm RP 
Warszawa, dn. 08 marca 2018 r.

 
Kazimierz Smoliński Tczewianinem Roku 2017 PDF Drukuj Email
środa, 31 stycznia 2018 06:55
Dzień Tczewa 2018 (fot. Tcz.pl)
Tczew - Kazimierz Smoliński Tczewianinem Roku 2017

zobacz galerię zdjęć: 11
Dzisiaj (30.01) mija 98. lat odkąd Tczew wrócił do Macierzy. Podczas uroczystej sesji Rady Miejskiej przekazane zostało najważniejsze wyróżnienie samorządu miasta - Tczewianin Roku. Nagroda powędrowała do wiceministra infrastruktury - Kazimierza Smolińskiego.

30 stycznia obchodzony jest jako Dzień Tczewa - na pamiątkę wkroczenia wojsk gen. Józefa Hallera do Tczewa w 1920 roku. Święto miasto obchodzimy oficjalnie od 1992 roku. 30 stycznia to okazja nie tylko do historycznych refleksji i przypomnienia powrotu miasta do Macierzy, ale także sposobność nagrodzenia tych, którzy zasłużyli się dla Tczewa swoją pracą i osiągnięciami podczas uroczystej sesji Rady Miasta. Uroczystość poprowadził Mirosław Augustyn, przewodniczący Rady Miasta. Nie zabrakło też wykładu historycznego Kazimierza Ickiewicza. Podczas sesji nagrodzono Kazimierza Smolińskiego tytułem Tczewianin Roku 2017 roku. 
Jako minister, jako poseł, jako człowiek w ostatnim czasie - bardzo, ale to bardzo działał na rzecz naszego miasta - mówił wiceprezydent Tczewa Adam Burczyk, który w imieniu chorego prezydenta wręczał statuetkę.
Adam Burczyk dodał, że Kazimierz Smoliński w ostatnim roku podejmował działania m. in. na rzecz zdobycia dotacji na rewitalizację terenów nadwiślańskich, odbudowy mostu, czy rozpoczęcia nowej siedziby tczewskiego Sądu Rejonowego. Wyróżniony przyznał, że jest wzruszony nagrodą.
Po pierwsze to moje pierwsze wyróżnienie "miejskie". Po drugie dołączam do szanownego grona osób, nagradzanych ustanowioną w 1996 roku nagrodą. Po trzecie nagroda jest dla mnie tym cenniejsza, że przyznana w roku 100-lecia niepodległości Polski.

Święto stało się również okazją do wręczenia wyróżnienia Kociewskiego Kantora Edytorskiego - "Pierścień Mechtyldy" otrzymał prof. Józef Borzyszkowski. Wiceprezydent Adam Burczyk zdradził również, co Tczew przygotował na rok 100-lecia niepodległości Polski. W planach jest m. in. specjalna wystawa plenerowa, piknik militarno-historyczny, a także konkurs "Zakorzenieni w Tczewie".
- Chcemy, by trwałą pamiątką były inwestycje - chodzi o rewitalizację terenów nad Wisłą na Czyżykowie, czy na osiedlu Staszica, a także rozpoczęcie budowy stadionu na Bałdowskiej - mówił wiceprezydent.
Uroczystość zakończyło wykonanie oratorium "Panie powstrzymaj głos ostatniego dzwonu. Msza św. za pokój".
 
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Następna > Ostatnie >>

Strona 1 z 159