Po przesławnym laniu PDF Drukuj Email
utworzona przez użytkownika Rafał Ziemkiewicz w dniu 11 października 2011 o 08:28

 

Pierwszy powyborczy komentarz - tak wypadło z mojego felietonistycznego harmonogramu - napisałem dla Gazety Polskiej, prosząc o jednoczesne wrzucenie go na jej portal. Ponieważ na razie się tam nie ukazał (pewnie czekają na wydanie papierowe) wlewam go tutaj.

Zero zdziwień

Nasza mała degeneracja

 

Dziewięć lat temu napisałem książkę zatytułowaną „Polactwo”. Być może wystarczyło napisać jedno zdanie, które było jej generalnym przesłaniem. To zdanie brzmiałoby: to nieprawda, że największym problemem Polski jest, jak uparcie chce wierzyć prawica, spisek elit − największym problemem Polski jest deprawacja mas.

 

Ta deprawacja ma konkretne skutki i konkretne przyczyny. Inaczej przejawia się u tych, którzy zajmują wyższe piętra społecznej hierarchii, inaczej wśród mas. Z największym pożytkiem można ją opisywać i analizować porównując Polskę z innymi krajami i społecznościami, które przez co najmniej kilka pokoleń pozbawione były wolności i kształtowane przez zaborców, kolonizatorów albo okupantów. Robię to od lat i mam smutne wrażenie, że moja diagnoza znajduje potwierdzenie w kolejnych faktach. Także w wyniku ostatnich wyborów.

 

Co zaś do działalności wykraczającej poza opis i analizę, można wyciągać z tej sytuacji dwojakie wnioski. Pierwszy − to uznać, że patriota musi być dziś pozytywistą. Że nie jest to czas na działania powstańcze, ale na ciężką orkę u podstaw. Nie zmobilizuje się ludzi, którzy ugrzęźli w cwaniactwie i dorobkiewiczostwie, którzy ponad wszystko pragną, by zapewnić im spokój i możliwość garnięcia do siebie, patriotyzmem i odwołaniem do podeptanej narodowej godności − bo te pojęcia nic im nie mówią. Trzeba im najpierw wytłumaczyć, dlaczego i po co potrzebują patriotyzmu i poczucia godności. Trzeba ich podnieść z błota, w które zostali wdeptani, strzegąc się przy tym powstańczej pogardy, z jaką legioniści Piłsudskiego śpiewali o przeciętnych Polakach swych czasów „j… was pies”. Zygmunt Balicki, formułując w chwili najgłębszej narodowej depresji, u schyłku XIX wieku, program polskiego obozu narodowego, formułował ten postulat w haśle: „upolitycznić masy”.

 

Drugi możliwy wniosek − to przyjąć, że polityka jest dziś sztuką manipulowania emocjami mas i grać w to, w co grają wszyscy. Znaleźć lidera, którzy umie czarować, który pewnych rzeczy nie mówi na głos, jeśli nie musi, a wie, że odbierają one masom „poczucie bezpieczeństwa”, którego te masy pragną bardziej, niż czegokolwiek innego.

 

Te wnioski nie są ze sobą sprzeczne, przeciwnie, pozytywizm i pragmatyzm potrzebują się nawzajem. Łatwiej podniesiemy Polaków z kolan, prędzej skończymy z rujnującymi kraj rządami drobnych cwaniaczków i nomenklatur, dysponując, nazwijmy to, infrastrukturą patriotyzmu, której stworzenie wymaga kierującej się polskimi interesami siły politycznej.

 

Jak pewnie wszyscy moi czytelnicy, jestem dziś rozczarowany wynikiem wyborów. Pewnie mógłby być lepszy − o kilka procent. Przy tym stanie świadomości, przy stanie ducha przeciętnego Polaka „moja chata z kraja,  niech władza kradnie, a obcy wycierają nami podłogę, byle micha pełna” droga do Polski, którą można będzie z dumą przekazać dzieciom, jeszcze daleka. Trzeba orać dalej i się nie zniechęcać. Piłsudski, Dmowski i inni ojcowie naszego odrodzenia w XX wieku też lekko nie mieli.